Co zmieniło się w szkołach?
Nowe zasady wprowadziło rozporządzenie ministra zdrowia. Minister edukacji Barbara Nowacka nie jest jego autorką, ale publicznie broni wprowadzonych zmian.
W ciągu pięciu szkolnych dni mięso można podać najwyżej dwa razy. Przynajmniej raz powinna pojawić się ryba, a raz potrawa przygotowana głównie z fasoli, grochu, soczewicy lub innych roślin strączkowych. To danie ma być bez produktów zwierzęcych.
W szkolnym menu powinno być również więcej warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych.
Zmiany są nazywane dietą planetarną, chociaż polskie przepisy nie wprowadzają jej w pełnej wersji. Przejmują tylko część pomysłów: więcej roślin, mniej mięsa oraz mniej cukru, soli i smażenia.
Dzieci oddają posiłki
Pierwsze konkretne informacje o tym, jak dzieci przyjęły nowe menu, pochodzą z Otwocka. Miasto przeprowadziło ankietę wśród 1148 rodziców uczniów z dziewięciu szkół.
Tylko 17 proc. rodziców odpowiedziało, że ich dzieciom smakują nowe dania ze strączków. Aż 74 proc. stwierdziło, że dzieci ich nie lubią.
Według rodziców tylko 20 proc. uczniów zjadło podany posiłek ze strączków. Aż 71 proc. miało go nie zjeść i oddać.
Źle oceniono między innymi kotlety z soczewicy. W jednej ze szkół nie smakowały one ponad 91 proc. ankietowanych. Lepiej przyjęto bardziej znane dzieciom potrawy, na przykład makaron z serem czy kluski leniwe.
W przedszkolach wyniki były trochę lepsze. Danie ze strączków zjadło 45 proc. dzieci, a 47 proc. odmówiło jego zjedzenia.
Nie oznacza to, że tak samo jest we wszystkich polskich szkołach. Ankieta dotyczyła jednego miasta i wypełniali ją rodzice. Nie ważono również pozostawionych resztek. Wiemy więc, że dzieci oddawały posiłki, ale nie wiemy, ile z tego jedzenia później wyrzucono.
Mimo tych zastrzeżeń wynik powinien być dla szkół ostrzeżeniem. Zdrowy obiad nie pomoże dziecku, jeżeli pozostanie na talerzu.
Co policzyła Zoë Harcombe?
Zoë Harcombe sprawdziła wartość odżywczą ogólnego modelu diety planetarnej. Nie badała polskich uczniów ani posiłków przygotowywanych w naszych szkołach.
Z jej obliczeń wynika, że w takiej diecie może być za mało wapnia, żelaza, witaminy B12 i witaminy D. Harcombe zwraca też uwagę, że żelazo z roślin jest trudniej przyswajane przez organizm niż żelazo pochodzące z mięsa.
Jej zdaniem ograniczanie mięsa, jaj, ryb i nabiału wymaga dużej ostrożności, szczególnie w przypadku dzieci, które szybko rosną.
Nie wszystkie jej wyliczenia są jednak trafne. Harcombe uznała na przykład, że w diecie jest bardzo mało witaminy A. Policzyła jednak głównie jej postać pochodzącą z produktów zwierzęcych. Nie uwzględniła w pełni tego, że organizm może wytwarzać witaminę A również ze składników obecnych w warzywach.
Jej analiza została opublikowana na własnej stronie. Nie jest badaniem dzieci ani dowodem, że dieta planetarna musi prowadzić do niedoborów.
Inni badacze też znaleźli problemy
Inny zespół naukowców ponownie policzył wartość diety planetarnej. Uzyskał lepsze wyniki niż Harcombe, ale także znalazł możliwe słabe punkty.
Największe obawy dotyczyły żelaza, wapnia, cynku i witaminy B12. Szczególnym problemem mogło być żelazo u dziewcząt i kobiet. Zdaniem autorów bez dodatkowych produktów lub wzbogacania żywności dieta może nie pokrywać całego zapotrzebowania.
Sprawdzono również sposób żywienia 945 dzieci w wieku 4–5 lat w Hiszpanii. Dzieci jedzące więcej warzyw, owoców i produktów roślinnych odżywiały się ogólnie lepiej. Jednocześnie dostarczały sobie mniej wapnia, jodu i witaminy B12.
Badacze nie twierdzą więc, że dieta roślinna jest zła. Pokazują jednak, że w przypadku dzieci trzeba ją układać bardzo starannie.
Czy rodzice powinni się obawiać?
Jeden bezmięsny obiad w tygodniu nie spowoduje u dziecka niedoborów. Liczy się całe jego żywienie — także śniadania, kolacje i posiłki jedzone w domu.
Nie ma również nic złego w podawaniu dzieciom warzyw, fasoli, soczewicy czy produktów pełnoziarnistych. Problem zaczyna się wtedy, gdy nowe dania są niesmaczne, źle przygotowane albo nie zawierają odpowiednich składników.
Szkoły powinny więc sprawdzać nie tylko to, czy jadłospis jest zgodny z przepisami. Powinny również obserwować, ile jedzenia dzieci naprawdę zjadają, a ile oddają. Jeżeli jakaś potrawa regularnie pozostaje na talerzach, trzeba zmienić przepis, a nie udawać, że wszystko działa prawidłowo.
Otwocka ankieta nie dowodzi, że dieta planetarna jest szkodliwa. Wyliczenia Harcombe również tego nie udowadniają. Pokazują jednak, że przy wprowadzaniu zmian nie wystarczy kierować się dobrymi zamiarami.
Obiad musi być zdrowy, ale musi też dzieciom smakować. Ten, którego dziecko nie zje, nie dostarczy mu ani witamin, ani minerałów.
Najważniejsze źródła:




Komentarze
Wybierz emotikonę
Wybierz GIF