Dlaczego publikuję ten tekst? Uznałem, że mieszkańcom naszej gminy należą się pewne wyjaśnienia, dlaczego odchodzi z pracy lekarz pracujący dla nich (z przerwą w latach 2005-2011) od 15 lat, na którego pracę bynajmniej się nie skarżyli.

Jak część z Państwa już wie, w ubiegłym tygodniu podziękowano mi za dalszą współpracę z Ośrodkami Zdrowia w Nadarzynie i Młochowie. Decyzja ta nie została spowodowana żadnymi przyczynami związanymi z moją działalnością zawodową. Powodem nie jest też nadmiar lekarzy w naszych przychodniach. O rozwiązaniu umowy poinformowano mnie parę dni po wizycie w nadarzyńskiej przychodni pana Janusza Grzyba, który około 20 minut konferował z dwoma moimi kolegami lekarzami. Chwilę po wyjściu pana wójta koledzy odbyli ze mną bardzo poważną rozmowę na temat mojej dalszej działalności społecznej i jej wpływu na perspektywy naszej współpracy. Oczywiście ten bezpośredni związek czasowy może  być zupełnym przypadkiem, rozstrzygnięcie tego zostawiam każdemu czytelnikowi.

W mojej opinii usunięcie mnie jest odwetem - za protest lekarzy przeciwko rozbudowie sortowni odpadów na ulicy Turystycznej w Nadarzynie, za dalsze moje występowanie w sprawie sortowni na forum Rady Gminy, za mój udział w organizacji i poparcie dla referendum, wreszcie za kandydowanie w wyborach samorządowych z ramienia Zielonej Gminy.

Odwetu takiego spodziewałem się od wielu miesięcy. Obawy te potwierdziło kuriozalne zaproszenie mnie na posiedzenie Rady Społecznej (nadzorującej nasz ZOZ z ramienia Gminy) w lipcu tego roku. Rada postanowiła wnikliwie się zająć jedną, słownie jedną skargą pacjentki, która twierdziła, że potraktowałem ją niegrzecznie. Zapewne zupełnym przypadkiem pacjentka ta była wówczas pracownicą ówczesnej przewodniczącej Rady Gminy. Wiem, że już wtedy starano się spowodować zwolnienie mnie, co dziś stało się faktem.

Co gorsza, obawiam się, że odwet ten jest też demonstracją siły. Demonstracją pokazującą, że nieważne, jak pracujemy, jaką wartość nasza praca ma dla społeczeństwa i co sobą reprezentujemy. Ważne, po czyjej stoimy stronie. 

Czy społeczeństwo Nadarzyna pozwoli się zastraszyć? Czy możemy -widząc takie podejście do norm życia społecznego i demokracji- milczeć i udawać, że wszystko jest w porządku?